Jest w tym filmie fragment, który przeraził mnie szczególnie.
Obrazek poczekalni w której siedzą matki z dziećmi, i kamera wędrująca po dziecięcych twarzach, nie wiem czy to efekt swoistej manipulacji montażystek czy też moje wewnętrzne przebudzenie, strach przed dziećmi, przed ich pasożytniczą naturą, przed ich przede wszystkim emocjonalnym pasożytnictwem. Dziecko jako więzienie – czasem poprzez miłość (najczęściej?), czasem poprzez nakaz społeczny, mentalny.
Film-dokument naprzeciwko którego staję jako widz bezsilny, później dyskusja, jałowa ponieważ przypomina trochę płakanie nad własnym grobem. Głównie kobiety, kilku mężczyzn, wszyscy zgodni co do wagi problemu: Jest podziemie aborcyjne w Polsce, wobec którego wszelkie dylematy moralne są dylematami nieadekwatnymi. Nie ma dyskusji o wartości życia, nie ma dyskusji o godności kobiety – jest tylko prawny zakaz, który proceder do pewnego czasu legalny nagle spycha w podziemie, za czym idą między innymi korupcja lekarzy i upokorzenie pacjentek – element totalnej penalizacji oraz zanegowanie dyskursu. Jak to jest? Czy w takiej atmosferze pozostaje tylko donosić w sobie potwora? Czy faktycznie postrzegam to dziecko jako zagrażające obce ciało, żywą plazmę, która obrasta mi ciało i czyni mnie coraz bardziej bezwolnym… bezwolną… nie zapominajmy, piszę to z męskiej perspektywy, z perspektywy własnego męskiego doświadczenia, chciałem tylko zabrać głos… siłą wyobraźni próbuję w swym ciele osadzić początkujące ludzkie stworzenie, z całym jego pięknem i z całą jego obrzydliwością – siłą wyobraźni chcę osadzić się w realiach, które mi to dziecko zabraniają urodzić, siłą wyobraźni próbuję też odczuć grozę wrogiej rzeczywistości. Staję się bezwolnym, bo ciało niczym wór służy nagle odwiecznym celom, i wykracza to dalece poza zasadę przyjemności – a do tego powszechna ludzka mentalność zaczyna karmić mnie groteskowym obrazkiem rodzinnego szczęścia, katolickiego cudu narodzin, wynikającej z uległości Bogu powinności. Czy karykaturalny obraz człowieka wykrzykującego na ulicy i w mediach o zbrodni aborcji ma za zadanie obudzić mnie moralnie? Co to w ogóle znaczy? I jeśli już coś budzi to czy nie właśnie niechęć do ludzkości, nienawiść do siebie samego, lęk jeszcze większy przed tym co we mnie rośnie? Oczywiście powody są różne… w tym wypadku próbuję postawić się pośród wrogich, małych, tępych, egoistycznych i permanentnie szantażujących mnie malutkich ludzkich istotek – nie próbuję postawić się w równie realnej sytuacji, pośród radosnych i uroczych cherubinków, bo ta druga perspektywa nie jest po prostu dana. W tej wersji życia nie jest dana.
Z niechęci do powszechnego katolickiego obłędu głosuję za powszechną kastracją. Niech nastąpi koniec ludzkości:)
M.S.





aha. no dzięki za cenzurę miast odpowiedzi. Cóż robić. Bardzo mi przyjemnie. Po tym miejscu – nie spodziewałam się. Asiu. Mariuszu. Wojtku.
Dobrych snów. Bez pasożytniczych dzieci wewnątrz,
Komentarz - autor: Krynka — 08.12.2009 @ 12:51 am
Wygrzebałem ze skrzynki pocztowej Twój poprzedni wpis. Oto on:
Komentarz:
“Duchu, bój się Boga :); wszystko wymieszałeś ze sobą w tym jednym tyglu. Z takim bigosem nie sposób polemizować, bo się po prostu nie chce.
Nadzieję się jeno, że ten burdello, który spod pióra wylałeś jest prowokomanifestacją i że w głowie masz jednak ciut mniejszy… :)
Serdeczności
Kryś”
Niestety nie wiemy dlaczego tak się stało, że Twój wpis, jak i kilka innych, zniknął. Robak siedzi w domku admina i zajada sobie co smaczniejsze… nieśmiało i ślamazarnie pracujemy nad tym:)
A w ramach odpowiedzi na ów wykasowany wpis… no to taka fantazja na obrazek, który zobaczyłem w filmie, bardzo świadomie miał zagrać ten filmowy obrazek na uczuciach tych, którzy mogą dziecko (dziecko w sobie) odbierać jako zagrożenie, a dobrze wiesz, że to nie jest odosobnione uczucie. bez oceniania.
Komentarz - autor: Mariusz — 10.12.2009 @ 1:29 am
Krysiu,
ja się kompletnie nie zgadzam z tym co napisał Mariusz w swoim poście, ale przyznam szczerze, że nie mam głowy i czasu do tych wypisów internetowych. Co do usunięcia komentarza, to przypadek nad przypadkami, bo właściwe byłam Ci wdzięczna za te kilka słów, na które ja się nie zdobyłam, pewnie przez zajęcie i lenistwo w jednym. Wydaje mi się poza tym, że dyskurs filozoficzno-poetycki jest poza dyskursem realnym poza kontekstem sprawy, a nawet poza sprawą, takie słowa dla słowa… więc co tu pisać… może warto zauważyć sam tytuł tego filmu i jego odniesienie historyczne do walki o wolność…
Komentarz - autor: admin/asia — 13.12.2009 @ 1:22 pm
To może tak w uproszczeniu:
W moim osobistym doświadczeniu byłoby czymś niemożliwym by zdecydować się na aborcję. Ale w moim osobistym doświadczeniu – nie tylko niekompletnym ale i mocno (płciowo) ograniczonym nie ma tak dalece bezczelnego użycia mojego ciała dla biologicznego (i społecznego) celu, nie ma obcego dominującego dyskursu czy wprost dominacji płci i przemocy z tego wynikającej. W moim doświadczeniu jest tylko reakcja na poczęte życie jako na coś co jest bezdyskusyjną wartością – jeśli ją zaneguję to tak jakbym zanegował w sobie szacunek dla życia. Jednakże tu właśnie zaczyna się moje “osobisto-polityczne” uwikłanie. Tego co jest moim doświadczeniem nie mogę przenosić poza siebie, nie mogę na podstawie tego próbować budować prawa czy nawet zajmować stanowiska – mogę mieć co najwyżej swoją opinię, która akurat w tym przypadku jest NIEISTOTNA.
Powyższy tekst jest faktycznie pisany w zbytnim pośpiechu, jest niekompletny przede wszystkim. Być może przez obawę o zbędność słów, zbędność wypowiedzi.
Z drugiej strony też pamiętam pytanie jednej z pań prowadzących spotkanie po filmie – czy są mężczyźni na sali, może niech mężczyźni zabiorą głos.
Ale jak zabrać głos. Zabrać głos o pewnych oczywistościach? Że stan prawny jest prostą konsekwencją uprzedmiotowienia kobiety oraz to że sama ustawa antyaborcyjna pokazuje że pewną uznaną społecznie praktykę (poza komentarzem etycznym do niej) penalizuje się i spycha do podziemia. Nie ma co gadać, należy wymazać sztandar i wyjść na ulicę (i też pójdę bo czuję że taka jest moja obywatelska powinność) – czy zadziałać w jakikolwiek inny sposób, który będzie zaatakowaniem patriarchalnego porządku. Faktycznie nie ma nad czym się rozwodzić. Jednak jak najbardziej można po raz któryś wrócić do indywidualnego doświadczenia lub też jego braku – i tym jest powyższy tekst. Próbą odstawienia na bok swego codziennego męskiego doświadczenia, próbą pójścia za kilkunastosekundowym fragmentem filmu jako za pewną realnością, realnością doświadczenia “jakiejś” osoby – tej anonimowej osoby – kobiety zamierzającej usunąć ciążę, która z lękiem reagowała na “śliczne niemowlęta” pokazywane jej przez pielęgniarkę. To tylko moja osobista próba zrozumienia tego lęku.
Komentarz - autor: Mariusz — 15.12.2009 @ 3:10 am